wtorek, 24 listopada 2015

Amator życia

Znacie słowo "antonim"? A "synonim"? No więc antonim jest antonimem synonimu...
Czyli po ludzku - przeciwieństwem. Jakoś z synonimem łatwiej, z Antonim zdecydowanie pod górkę.
W ogóle ostatnio pod górkę i napięciowo. Ale nie, nie dam się namówić na polityczne komentatorstwo. Sprawozdawca z podwórkowej napierdalanki to nie ja. Za stary jestem na rolę korespondenta wojennego. Z gończego psa w pogoni za newsami o dziejowej rozpierdusze przemieniłem się w leniwego kocura, który obrósł dostatnim sadłem, ceni sobie ciepło i pożywienie poddawane pod nos. A walka z myszami już go po prostu nie rajcuje. I pomimo skończenia w epoce World Trade Center i czasach, kiedy spierano się czy Fukuyama i "koniec historii", czy Huntington i "zderzenie cywilizacji", mało obecnie nobilitującego tytułu magistra nauk politycznych - ekspert ze mnie żaden. Konkurencja komentatorska zbyt mordercza. Dzisiaj każdy stukający w klawiaturę ma głos. Częściej słychać nabazgrolone ujadanie, niż składną i sensowną literową kompozycję. Więc uciekam z tej kakofonii, zaszywam się w legowisku biurwowym, choć wiem, że dostatnie czasy są policzone. Że jeźdźcy Apokalipsy już wystrzelili z bloków startowych i zapierdalają w minutę do dwustu na godzinę i taranują mój dotychczasowy mały ład. Skoro polityka nie, to może sztuka? I tutaj kompetencji również niewiele. Do teatru nie pamiętam kiedy, nawet telewizyjny na VOD jakoś nie bardzo. W kinie pięć razy w skali roku. Poczekam aż nakręcą o Pileckim, o Powstaniu, o Monte Cassino, Bitwę Warszawską II reaktywują a skończy się jak zawsze. Kac Vava. Sam jestem pochłonięty akwizycją własnych stu stron, które zapewnią milion w kinie, a mi sławę, czerwony dywan i kasę na prostytutki i zapiekanki, o zabezpieczeniu rodziny nie wspominając, bo to oczywista oczywistość. I tak jak Raczkowski napisał najpierw książkę która zasilała jego konto na dziwki i narkotyki, a teraz ogłasza "bye bye kokaino" i wydaje kolejną żeby mieć na odwyk, tak ja ograniczam ilość słów które zasysam z publicznej przestrzeni, przetrawiam w mózgu,sercu, jelitach i dupie i wypuszczam z powrotem pod postacią własnej słownej kompozycji.
Najsłynniejszy wywiad z wicepremierem i ministrem kultury i dziedzictwa narodowego widziałem.
Jak wspomniałem, na teatrze się nie znam, Jelinek nie czytałem, i za Boginię nie wiem, dlaczego polskie środowisko porno nie chce poszerzyć krąg odbiorców i udać się na deski. Fakt, na deskach może być niewygodnie, szczególnie w arcypolskiej pozycji "na kolana". Stąd import czeskich, jakże bardziej wyzwolonych i otwartych braci Słowian z południa. Z czeskim porno kojarzy mi się tylko sztandarowa kwestia "Pozor! Budu triskal! I żeby nie było, że jestem fanem czeskiego porno - tę kwestię znam od żony. Przynajmniej nawet w czeskich pornosach jest zdecydowanie więcej kultury, bo pomimo dosyć trudnej sytuacji przederekcyjnej ostrzegają drugą stronę co się może wydarzyć. U nas, w kochanej Polsce, w jeszcze trudniejszej sytuacji postelekcyjnej nikt nikogo nie ostrzega i twórczo tryska jak popadnie.
Zatem chowam się. Szukam antonimu, nie Antoniego. Dla słowa "ekspert". Jest, mam.
Amator.
Amator życia.

1 komentarz:

  1. Twoje teksty nigdy mnie nie zawodzą. Warto czekać na słowo od Wodza :)

    Ja nie oglądam telewizji, ale w celach sadystycznych, by rozruszać me nudne i wygodne życie, odpalę dzisiaj VOD.

    OdpowiedzUsuń